Kondratowice: Problemy na klatę

Rozmowa z Wojciechem Bochnakiem, wójtem gminy Kondratowice

– Półmetek niełatwego roku 2013 tuż, tuż…

– Za nami rzeczywiście bardzo trudny okres, przede wszystkim musieliśmy rozwiązać problem ustawy śmieciowej, który został postawiony przed samorządami. Odbyłem ponad dwadzieścia zebrań wiejskich z mieszkańcami i wiem, jaki jest odbiór społeczny – ludzie uważają, że każemy im więcej płacić za to samo…

– i wini się za to wójta, burmistrza, prezydenta…

– Właśnie! A przecież my, samorządowcy, biorąc ten problem na tzw. klatę, wykonujemy decyzję parlamentu, który narzucił nam pewne ustalenia i terminy. Dziś dopiero organy nadzoru zaczynają grzebać w uchwałach podjętych przez samorządy, szukając popełnionych przez samorządowców błędów, natomiast nikt się nie zastanawiał, że zostawieni sami sobie, poruszając się trochę po omacku, musieli oni podejmować decyzje i uchwalać te wszystkie regulaminy! Nic więc dziwnego, że błędy mogły się zdarzyć. Konia z rzędem temu, kto powie, ile będzie kosztował wywóz śmieci i ilu naprawdę mamy odbiorców. Zbieramy oczywiście deklaracje, ale już musimy określić liczbę gospodarstw, z których będziemy wywozić odpady. Czyli działamy od końca – robimy przetarg, a jego przedmiot nie do końca jest rozpoznany, bo dopiero życie zweryfikuje, ile osób zamieszkuje na terenie gminy. Liczba tych, którzy tu mieszkają, to nie to samo, co liczba osób w gminie zameldowanych! To naprawdę zasadnicza różnica!

– Od razu można powiedzieć, że wiele gmin dołoży do tej ustawy! Część mieszkańców nie będzie płacić, a wtedy będzie musiała zapłacić gmina.

– Czyli w sumie zapłacą mieszkańcy – ci, którzy uczciwie rozliczać się będą za wywóz odpadów. To taka nasza solidarność społeczna… Tak czy inaczej, problem śmieci to jeden z głównych problemów, jakie musimy rozwiązać do końca czerwca. Jesteśmy w tej chwili na etapie przetargu. Kolejny problem to zejście firmy z placu budowy kanalizacji. Trzeba było tę inwestycję rozliczyć prawidłowo, aby instytucja wdrażająca nie zabrała nam środków unijnych. Teraz – po czterech przetargach – mamy wreszcie wykonawcę, który spełnił oczekiwania finansowe gminy. Firma wejdzie na plac budowy prawdopodobnie w połowie czerwca, prace powinny się zakończyć do końca grudnia. I teraz jestem już optymistą, a do niedawna byłem pesymistą…

– Czy optymistycznie widzi pan też wiatraki w gminie?

– Ta sprawa idzie już drogą administracyjną – jest opracowywane studium, nie tylko pod wiatraki, ale pod kątem wszystkich inicjatyw gospodarczych. Jeśli idzie o zmiany w studium, oczekujemy propozycji od mieszkańców, końcową decyzję podejmie rada. Wykonujemy to za własne pieniądze, nie mamy żadnych firm-sponsorów, plany zagospodarowania przestrzennego są u nas robione w stu procentach za pieniądze samorządu. To pewnie potrwa długo, więc nie sądzę, że pieniądze za wiatraki będą za rok czy dwa. Może będą za cztery lata, jeśli ta inwestycja będzie ekonomicznie uzasadniona i – co najważniejsze! – nie wywoła protestów społecznych.

– Czym jeszcze można się w tym roku pochwalić?

– Wiemy, że duże pieniądze unijne są już za nami, więc realizujemy tzw. projekty miękkie; chcemy na przykład wydać książkę o mieszkańcach naszej gminy – i o tych, którzy przyjechali tu po wojnie z Kresów Wschodnich i centralnej Polski, i o tych, którzy tu mieszkali przed wojną i po niej pozostali. Dziś są Polakami, ale pamiętają, jak ta śląska ziemia wyglądała przed wojną. Chcemy te wspomnienia ocalić, a wiadomo, że są to ludzie w wieku już podeszłym. Powstaje więc książka, a także film, na co dostaliśmy środki z projektu Lokalnej Grupy Działania „Gromnik”. To strasznie fajne, ciekawe projekty, które naprawdę cieszą!

– Ważne jest budowanie gminy Kondratowice, ale bardzo ważna jest także pamięć…

– Pamięć jest bardzo ważna, dlatego tak bardzo nas ta książka i film cieszą. Za kilkanaście lat przecież może nie być już nikogo, kto będzie mógł o tym zamierzchłym czasie opowiedzieć.

Rozmawiał Sławomir Grymin (TS)

 

Tekst ukazał się w „Gminie Polskiej” nr 1/2013

Share