Łagiewniki: Drużyna to podstawa

Rozmowa z Januszem Szpotem, wójtem gminy Łagiewniki.

– Za nami niełatwa, długa zima…

– Ciężko było, rzeczywiście, odśnieżanie trochę nas kosztowało, a teraz niestety trzeba dopilnować łatania dziur. Za to maj jest piękny, nasza gmina tonie w złocistym morzu rzepaków i zieleni. Zapraszamy do nas!

– A jak z inwestycjami?

– Też bardzo pięknie i wiosennie – na początku maja oddaliśmy do użytku nowe targowisko. Jest świetne, schludne, w całości zadaszone.

– Warto było rzutem na taśmę sięgnąć po środki na to zadanie!

– Dzięki temu mamy piękne targowisko, wszystkie wymagane do jego uruchomienia dokumenty są już w gminie i targowisko funkcjonuje. Ludzie cieszą się, uważają, że to coś fajnego. Targowisko widać. To nie kanalizacja, zakopana pod ziemią. Oczywiście, te „podziemne” zadania też są bardzo ważne, a my właśnie ukończyliśmy dużą inwestycję – uzbroiliśmy kilka hektarów gruntów prywatnych, przeznaczonych w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego pod budownictwo jednorodzinne. Woda i kanalizacja zostały zrobione dzięki dotacjom, dołożyliśmy swoje środki i powstała asfaltowa droga. To rzadkość – jeszcze nie ma domów, a już jest asfalt! Takie są rezultaty naszej współpracy – rada gminy zgodziła się na tę inwestycję, pracownicy urzędu potrafią tak napisać wnioski, że wszystkie przechodzą.

– Bez współpracy nie ma sukcesów!

– Musi być drużyna i w gminie Łagiewniki taka drużyna jest, co ogromnie mnie cieszy. Dostaliśmy dofinansowanie na projekt „Dolny Śląsk dla królowej sportu”… Na osiemdziesiąt parę gmin tylko około szesnastu dostanie takie dofinansowanie. Nasz wniosek był naprawdę znakomicie napisany. W tej chwili budujemy salę gimnastyczną przy gimnazjum i obok będzie piękne boisko lekkoatletyczne.

– Bardzo dużo się w gminie Łagiewniki dzieje!

– To nas bardzo cieszy, choć jest ciężko, tak jak zresztą wszędzie. Wiadomo – finanse, ustawa śmieciowa…

– I tu się chyba kończy optymizm.

– Nie mogę pojąć, dlaczego ustawodawca nie chce się zgodzić, aby gminy, które mają swoje zakłady komunalne, wyposażone zgodnie z ustawą, mogły bez przetargu wywozić śmieci! Kiedy wójt tłumaczy ludziom, na czym nowe rozwiązanie polega, nie rozumieją. Mówią, że to wymysł wójta, że to on ustala ceny.

– A co ma robić wójt, jeśli Sejm taką ustawę przyjął?

– Ale mieszkaniec przychodzi do wójta, bo to wójt jest dla niego reprezentantem administracji i wójt tłumaczy. Sądzę, że gminy, które mają własne zakłady komunalne, są w stanie zapanować nad realną ceną wywożenia odpadów, a przetarg powoduje, że cena będzie dużo wyższa. To raz. A dwa – będę musiał zwalniać ludzi, którzy w Zakładzie Usług Komunalnych pracują. Co w takim razie ze sprzętem, który kupiony został z myślą o tym, aby roztropnie prowadzić gospodarkę gminnymi finansami? Generalnie uważam, że to dobrze, iż za śmieci odpowiada gmina: nie będzie śmieci w lasach i rowach, będzie czyściej, będziemy mieli kontrolę nad umowami…Sama idea jest OK, ale szczegóły to niszczą

– Czyli kolejne kłopoty…

– My na co dzień w samorządach mamy problemy, to normalne, ale ręce opadają, gdy człowiek stanie przed ścianą przepisów, które nijak się mają do rzeczywistości.

– A to samorządy najlepiej wiedzą, co jest na ich terenie potrzebne.

– Ja nie twierdzę, że cała ustawa jest zła! Ma jednak poważne wady, choćby sposób wprowadzania – dano nam tylko rok na naprawdę poważną rewolucję, także mentalną. My już mamy segregację, mieszkańcy dostają worki, ale problem jest właśnie w przetargu, w zagrożeniu miejsc pracy w Zakładzie Usług Komunalnych.

– Niedługo absolutorium… Rada dobrze oceni pracę wójta?

– Nie ma u nas walk w radzie, współpraca jest bardzo merytoryczna i konstruktywna. Nie ma „nie, bo nie!”. Dobrze mi się z radą współpracuje, czego efekty widać w gminie.

Rozmawiał Sławomir Grymin (TS)

 

Tekst ukazał się w „Gminie Polskiej” nr 1/2013

Share