Szakal wędrownik powojenny

Rozmowa z Radosławem Ratajszczakiewm, prezesem zarządu ZOO Wrocław sp. z o.o.

Nie tak dawno rozmawialiśmy o Światowym Stowarzyszeniu Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (WAZA) – którego został pan członkiem – oraz o ochronie ginących gatunków zwierząt, a zupełnie niedawno usłyszałem, że panterze śnieżnej nie grozi już niebezpieczeństwo wyginięcia.

– Ta informacja nie wynika z tego, że nagle irbisów zrobiło się więcej, tylko że przeprowadza się znacznie więcej badań. Pantera śnieżna jest płochliwa i trudna do zbadania w warunkach naturalnych i dopiero rozpowszechnienie fototrapów – rejestrujących pułapek – pokazało, iż irbisów jest nieco więcej, niż się przypuszczało. Nie oznacza to jednak, że nagle liczba panter śnieżnych wzrosła! Stale występuje niedobór badań, nie wiemy tak naprawdę, ile jest zwierząt i to nie jest wcale takie proste. Oczywiście, można łatwo policzyć z helikoptera słonie na sawannie, ale już policzenie afrykańskich słoni leśnych żyjących w Afryce Zachodniej i masywach Konga to zupełnie inna bajka. Nie mamy zielonego pojęcia, ile ich jest, choć wiemy, że ich liczba spada, tak samo jak zmniejsza się liczba panter śnieżnych. A co będzie za dziesięć lat, przewidzieć trudno.

W Polsce niektórym zwierzętom grozi odstrzał. Na celowniku są m.in. wilki, łosie, dziki i bobry.

– Nasze środowiska są drastycznie zmienione i nie są środowiskami naturalnymi, które same się regulują. Liczebność zwierząt nie może przekroczyć tzw. pojemności środowiska. Pojemność środowiska pokazuje nam, ile zwierząt może się wyżywić na tysiącu hektarów, bez dokarmiania i ludzkiej ingerencji. Czynnikami ograniczającymi są dostępność pokarmu, drapieżniki i wreszcie choroby i migracja. W Polsce drapieżników jest mało, wilków jest jeszcze niewiele, a rysiów zupełnie malutko i ich liczba nie ma znaczenia dla regulacji populacji. A co do dostępności pokarmu, to ogromne pola kukurydzy w okolicach lasów są rajem dla np. dzików. Poza tym dokarmiamy dzikie zwierzęta i są tworzone sztuczne środowiska, w których zwierzę czuje się dobrze, a poza tym wprowadzamy obce gatunki, np. daniele, lub gatunki, które same do nas docierają: przykładem jest szakal złocisty. Jego ekspansja rozpoczęła się – nie wiadomo dlaczego – po wojnach bałkańskich.

A szop pracz?

– Jest uciekinierem z ferm hodowlanych, tak jak norka amerykańska, i wszystko to jest naszą winą! Po II wojnie światowej było około dwudziestu rodzin bobrów, teraz są ich tysiące, ponieważ znalazły dobre miejsca do życia. Nie ma też w dużej liczbie podstawowego drapieżnika, który na nie polował, czyli wilka.

W Polsce jest około 1300 wilków…

– …czyli niewiele, jak na kilkadziesiąt tysięcy bobrów. A ponadto bobry potrafią żyć w terenach, w których wilk się nie utrzyma – w terenach bezleśnych, wzdłuż dolin rzecznych, gdzie rosną tylko wierzby i olsy. Jedną z metod jest oczywiście polowanie, ale ta metoda powinna być oparta na stricte naukowych podstawach i taki odstrzał powinni prowadzić wyszkoleni myśliwi działający na zasadzie promesy.

A nie huzia na Józia i do przodu…

– Absolutnie nie! Nie wierzę, że większość myśliwych potrafi np. odróżnić krzyżówkę od krakwy. Strzelają bez opamiętania i to jest szkodliwe. To nie może być na zasadzie pospolitego ruszenia i określania z kapelusza, ile jest zwierząt! Tak było kiedyś z łosiem, którego liczebność drastycznie u nas spadła, bowiem szacunki były zbyt wysokie. Wszystko można robić, tylko z głową. Niestety, polowania w zmienionych środowiskach są czasami koniecznością, najlepszym przykładem są parki narodowe w Afryce. Corocznie likwiduje się w nich sporo słoni, bowiem nie mają już gdzie migrować ze swoich enklaw, w których nie mają pożywienia. W Australii przed kilku laty przyszła susza i zlikwidowano około 60 tysięcy emu, które i tak umierały. Ale to wszystko jest wynikiem tego, że człowiek zaburzył środowisko naturalne i zmienił też klimat.

To co – strzelać?

– Powtarzam: wszystko z głową!

Rozmawiał Sławomir Grymin

 

Share