Wąsosz: Piękny koniec lata

Nie samą pracą ludzie żyją… I to właśnie jest powód, dla którego samorząd jest nie tylko od tego, aby wzbogacać gminę infrastrukturalnie, dbać o oświatę, bezpieczeństwo i zdrowie obywateli, ale również od tego, by rozwijać gminę pod względem kulturalnym, organizując wszelkiego rodzaju imprezy. Taką ciekawą imprezą są Dni Wąsosza. Odwiedzili ją m.in. pasjonaci średniowiecza z Katowic.

Na stałe Dni Wąsosza wpisały się już w kalendarz imprez kulturalnych gminy, imprez, które integrują lokalną społeczność i przede wszystkim są świetnym miejscem do dobrej zabawy. Nic też dziwnego, że na tegoroczne święto mieszkańcy czekali niecierpliwie, a gdy nadeszła odpowiednia pora, gremialnie odwiedzali 26 i 27 sierpnia stadion MKS Orla Wąsosz im. Józefa Stefaniaka. Najważniejsze, iż rzesze mieszkańców i gości spoza gminy się nie zawiodły, bowiem aura dopisała, a tegoroczny program tej cyklicznej imprezy był zróżnicowany i niezmiernie ciekawy. Na scenie wystąpiło wiele kapel i zespołów, a imprezę rozpoczynał legendarny BIG CYC z Krzysztofem Skibą na czele i z takimi kultowymi przebojami jak „Świat według Kiepskich”, „Makumba” czy „Rudy się żeni”. Potem kolejne hity takich grup jak Let’s Dance!, Night Party, Dj GAZIR & Dj RISTO & MoNa Violin, ZA-NO-ZA, Robert Rozmus SHOW, rockowe CHASTITY i discopolowy CLASSIC... Nawet najwięksi malkontenci mogli znaleźć dla siebie coś miłego.

A do tego stoiska gastronomiczne, na których handlowano wspaniałymi ciastami, oscypkami i miodami – ale także prezentacje aut terenowych grupy DGoffROAD, dmuchane zjeżdżalnie, karuzele, ciuchcia dla dzieci, kule wodne, batuty i „Warsztaty rzemiosł dawnych” dofinansowane z Narodowego Centrum Kultury w ramach programu
Kultura – Interwencja 2017. Właśnie warsztaty pokazywały, jak trzeba wyplatać kosze, jakie uzbrojenie i pancerze nosili drzewiej rycerze i jaką strawą się żywili. – Przygotowuję żurek, którzy warzyli dawniej na dworze królowej Jadwigi i tej receptury staram się przestrzegać – wyjaśnia broker ubezpieczeniowy Mirosław Łysakowski
z Katowic. – Najważniejsze, że zupa jest smaczna, ale wszelkie przepisy najpierw próbujemy na krewnych i znajomych i muszę się pochwalić, że jeszcze do naszego domu przychodzą. Jestem w Wąsoszu z moją żoną, która opowiada o używanych w średniowieczu przyprawach. Moja córka wciągnęła mnie w ruch rycerski, najpierw ją woziłem na wszelkie spotkania, później stwierdziła, że skoro już z nami jeździsz, to się baw z nami! A że byłem już za stary na zbroję i walkę na udeptanej ziemi, to – chcąc nie chcąc – wymyśliłem dla siebie kuchnię i pichcenie.

– Od niedawna przenieśliśmy Dni Wąsosza na sierpień. Większość samorządów tego rodzaju imprezy organizuje w czerwcu i lipcu, a my trochę chcieliśmy inaczej, tak na zakończenie lata – uśmiecha się burmistrz Zbigniew Stuczyk.

Te dwa sierpniowe dni – pełne atrakcji, piękne i słoneczne – były dla mieszkańców Wąsosza i ich samorządu dobrym sprawdzianem na możliwości organizacyjne i na umiejętność dobrej i kulturalnej zabawy. Sprawdzianem, który wypadł celująco!

HS

Share