Wąsosz: Trudny optymizm samorządowy

Rozmowa ze Zbigniewem Stuczykiem, burmistrzem Wąsosza

– Według ministerialnego raportu, na 169 dolnośląskich gmin tylko pięć podpisało umowy z firmami, które będą wywozić odpady komunalne. Z waszego powiatu taką umowa podpisała jedynie Góra. Dlaczego samorządy czekają?

– Jeśli idzie o gospodarkę odpadami, gmina Wąsosz jest w bardzo dobrej sytuacji – na naszym terenie mamy regionalną instalację do przetwarzania odpadów komunalnych. Jej odległość od niektórych miejscowości to 80 metrów, od innych – maksymalnie! – do 8 km. A nasza gmina wcale się nie spóźnia – rozstrzygamy przetarg 3 czerwca, a ustawa, jak pan wie, wchodzi w życie 1 lipca. Przypuszczam, że 3 czerwca przetarg rozstrzygniemy, podpiszemy umowę i będziemy ją realizować. Jako jedna z nielicznych gmin w regionie, a w powiecie jako jedyna, wyposażamy mieszkańców w pojemniki. Jesteśmy już po przetargu, każdy mieszkaniec, który zadeklarował, że będzie segregował śmieci, otrzyma od nas odpowiednie pojemniki. Przetarg wygrała firma z Ostrowa Wielkopolskiego, koszt zakupu pojemników to 300 tysięcy złotych. Dlaczego tak zrobiliśmy? Bo uważaliśmy, że owszem, byliby mieszkańcy, których stać na zakup takich pojemników, ale dla tych uboższych koszt zakupu – czyli około 500 zł – to dużo. I byliby skazani na to, że będąc ludźmi mniej majętnymi, musieliby płacić dużo wyższe stawki za niesegregowane śmieci.

– To niesprawiedliwe…

– I dlatego daliśmy wszystkim możliwość segregowania odpadów. Dziewięćdziesiąt procent mieszkańców do dziś złożyło deklaracje, że będzie śmieci segregować. Oczywiście, znalazło się pięć procent, które tych deklaracji nie złożyło, bo pewnie sądzą, że ustawa to nie wart uwagi detal, z którym coś się stanie i nie ma się czym przejmować. Ale w sumie mamy bardzo dobrą sytuację, jeśli idzie o realizację zadań związanych z nową ustawą. Nie dziwię się jednak, że samorządy nie bardzo się spieszą i czekają na dalszy przebieg wydarzeń – przecież ustawa była już raz nowelizowana. I bardzo dobrze, bo przed tą nowelizacją z czterech obowiązujących stawek mogliśmy wybrać tylko jedną, teraz możemy wybrać kilka metod. U nas funkcjonują dwa rozwiązania – stawka od osoby i stawka od lokalu mieszkalnego zamieszkanego przez pięć lub więcej osób. To taka nasza mała polityka prorodzinna, bo powyżej pięciu osób stawki są niższe. Niech ta stawka wynosi nawet piętnaście złotych. To razy 5 daje 75 zł miesięcznie. To dla niektórych dużo.

– Powoli zbliża się połowa roku… A to okres dobry do podsumowania, jak w gminach wydawane są budżetowe pieniądze. Czy w gminie Wąsosz wszystko idzie zgodnie z planem? Jest pan zadowolony z inwestycji?

– Na razie wszystko idzie zgodnie z planem, ale jak zawsze w czasie naszych rozmów muszę przyznać, że martwi mnie wydatkowanie środków na oświatę. W przedszkolach na przykład są ogromne zawirowania: najpierw rząd obiecał dać samorządom 25 mln zł, czyli 27 zł na dziecko miesięcznie, ale się z tego wycofał. A teraz sprawa wraca, ale kwota jest wyższa – 507 mln zł… Tyle że nie wiadomo, czy znowu się nie wycofa. I huśtawka trwa. A przed chwilą dostałem arkusz organizacyjny, który muszę zatwierdzić. To bardzo ważny dokument. Będzie obowiązywał cały następny rok szkolny – określona jest w nim liczba etatów, godzin opiekuńczych, kompensacyjnych… To godziny dodatkowe, np. godziny kompensacyjne, są przeznaczone dla dzieci z problemami lub ponadprzeciętnie zdolnych. To wszystko są pieniądze. Ale wracając do inwestycji: jestem bardzo zadowolony, bo zakończyliśmy drugi etap kanalizacji Wąsosza. Bardzo się cieszę, że zrobiliśmy to wraz z nowymi nawierzchniami ulic w mieście. To ulice: Polna, Niepodległości, Sienkiewicza i Rzemieślnicza. Te dwie ostatnie to drogi powiatowe, ale mimo to zrobiliśmy na nich nowy dywanik asfaltowy.

– Musieliście?

– Oczywiście, mogliśmy te nawierzchnie tylko odtworzyć, ale zdecydowaliśmy się na zrobienie nowych. Ulica Polna to miejsce, gdzie powstaje nowe osiedle domków jednorodzinnych. Mieszkańcy dostali tam praktycznie wszystko: chodniki, wjazdy, drogi, kanalizację burzową i sanitarną. Koszt tej inwestycji to 6 mln zł. To wielkie pieniądze, gdy popatrzy się na nasz 24-milionowy budżet. Ta inwestycja naprawdę ogromnie mnie cieszy! Będziemy jeszcze realizować inwestycje drogowe we wsi Wodniki, przy drodze krajowej nr 36. Będziemy też robić nasze drogi wewnętrzne – w miejscowości Chocieborowice.

– Czyli z budżetem nie jest źle… Drogi są bardzo kosztowną inwestycją!

– To prawda. Cieszę się także z tego, że udało nam się bardzo mocno wyjść z promocją turystyczną, czyli z kajakami. Zakupiliśmy kilka nowych kajaków.

– Spływy kajakowe to rzeczywiście ogromna atrakcja. I działacie na tym polu niezwykle konsekwentnie!

– Pierwsze regaty w tym roku odbyły się 3 maja. I muszę się pochwalić – zająłem drugie miejsce! Mimo podeszłego wieku…

– Panie burmistrzu, nie przesadzajmy! Ale wróćmy na moment do spraw oświatowych… Kiedy ostatnio się widzieliśmy, był pan przed zebraniem z dyrektorami wąsoskich placówek oświatowych. Udało się osiągnąć konsensus?

– Tak, dyrektorzy doskonale zrozumieli, że gminy nie stać na istniejące rozwiązania i dlatego w szkole w Pobielu będziemy łączyć klasy 1-3, gdzie dzieci uczą się przez zabawę, nie ma ocen, jest tylko ocena opisowa. W klasach 4-6 tzw. michałki – jak określili to dyrektorzy – czyli WF, plastykę, muzykę i religię będą uczniowie mogli spokojnie mieć razem. Mało będzie też godzin opiekuńczych, będą robione z tzw. godzin karcianych, czyli wynikających z Karty Nauczyciela, która stanowi, że nauczyciel na pełnym etacie ma przepracować dwie godziny miesięcznie nieodpłatnie. Na razie nie podjąłem decyzji o likwidacji szkoły, choć – jak mówiłem na zebraniach – jedną ze szkół należałoby zlikwidować. Powstrzymuje mnie to, że choć wtedy zaoszczędzimy na etatach, to dużo większe pieniądze wydamy na dowożenie dzieci do innych szkół. Poza tym dzieci, aby dojechać do szkoły, musiałyby wstawać o szóstej rano… Nie wyobrażam sobie czegoś takiego dla tych maluchów. W sumie włożyliśmy w szkoły mnóstwo pieniędzy. Kiedy zostałem burmistrzem, zacząłem od oświaty… I szkoły są w bardzo dobrym stanie, więc szkoda byłoby którąś zlikwidować.

– Spędza panu sen z powiek sprawa ciężkiego transportu, który przechodzi prze wąsoskie drogi?

– Ten transport przez Wąsosz przebiegał ze względu na budowę drogi S5, odcinka do Korzeńska. Dziś ten transport praktycznie nie istnieje, bo nie wozi się kruszywa na S5. Jest wykonywana droga krajowa nr 36, czyli jedna z nitek S5. Wiem jednak, że wydano pozwolenia na budowę odcinka Korzeńsko – Wrocław i problem ciężkiego transportu powróci, choć nie wiem, czy z taką samą intensywnością. Nie wiem też, czy Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział we Wrocławiu będzie korzystała z naszego kruszywa, ale będę chciał się umówić na rozmowy, żeby postawić warunki, na jakich ciężkie samochody będą się poruszać: jeżdżą przede wszystkim po drogach powiatowych. Przy budowie odcinka wielkopolskiego GDDKiA Oddział w Poznaniu zobowiązała się na dwa miesiące przed ukończeniem budowy przystąpić do remontu dróg powiatowych, ale jak na razie nic się nie dzieje! To boli, ktoś się przecież pod dokumentem podpisał, ale wiemy, że wyegzekwowanie tego będzie bardzo trudne!

– Wybory samorządowe, parlamentarne i europejskie blisko, jest więc szansa, że ktoś sobie te obietnice przypomni…

– Jestem bardzo zawiedziony działaniami GDDKiA, bo zostałem sam w walce w potężnymi wiatrakami. Czasem wspierali mnie mieszkańcy, jednego dnia blokowaliśmy wszystkie drogi, aby dotrzeć do generalnego wykonawcy. Problemy z firmą Alpine Bau były ogromne! Proszę nie sądzić, że jestem przeciwnikiem budowy dróg! Ale niech to będzie robione sensownie.

– Mamy kryzys, odczuwają go także gminy. Jak pan czuje: uda się wszystko, co zaplanowane, zrobić?

– Sądzę, że tak! Ale wiele rzeczy nas w trakcie roku budżetowego zaskakuje. Choćby zmiany w sposobie wnoszenia opłat eksploatacyjnych – przed chwilą przecież mówiliśmy o transporcie żwiru. Pierwszy sposób był kwartalny, zamieniono go na półroczny, a teraz, gdy uchwaliliśmy budżet, wyszło rozporządzenie, że opłaty eksploatacyjne będą wnoszone raz na rok. Nie dostaniemy już wpisanej do budżetu półmilionowej opłaty, która wpłynie dopiero w lutym następnego roku.

– Czyli na starcie mniej o pół miliona polskich złotych…

– Samorządom w ogóle jest coraz trudniej. Niedawno czytałem artykuł o znakomitym tytule: „Kiedy samorządy powiedzą: dość!”.

– To brzmi bardzo dramatycznie, ale trudno się dziwić. Mam jednak nadzieję, że gdy spotkamy się następnym razem, nie będzie aż tak pesymistycznie.

– Ja jestem optymistą, ale czasem ręce opadają. Mamy coraz więcej obowiązków, a coraz mniej środków. Choćby oświetlenie uliczne: kiedyś za oświetlenie dróg wojewódzkich płaciło województwo, powiatowych – powiat, a dziś za wszystkie drogi płaci gmina. Stypendia socjalne – kiedyś 80 procent płacił budżet państwa, a 20 procent – gmina. Dziś płacimy już 40 procent. Niedługo pewnie będziemy płacili 100 procent.

– Ale pan i tak jest optymistą – mimo wszystko…

Rozmawiał Sławomir Grymin (TS)

Tekst ukazał się w „Gminie Polskiej” nr 1/2013

Share