Wisznia Mała: Po A idzie B

Rozmowa z Jakubem Bronowickim, wójtem gminy Wisznia Mała

Już końcówka roku, więc warto ten 2013 rok podsumować. Nie był to rok łatwy, ale jego poprzednicy też łatwymi latami chyba nie były…

– I nigdy nie będą! Przecież – jak sądzę – oczekiwania są zawsze dużo większe niż możliwości… To bardzo frustrujące.

Wystarczy choćby wspomnieć skomplikowane dzieje powstawania drogi S5 – rozmawialiśmy o tym tak wiele razy, że policzyć się pewnie nie da. A droga nadal „w krzakach”.

– Póki co, niestety, nadal w kuluarach wszelkich możliwych urzędów „trwają przygotowania” – jak się to elegancko określa. I nic z tych przygotowań nie wynika, choć zmieniają się ludzie na szczytach owych urzędów. A przecież nie to jest ważne. Ważne jest to, że droga dawno powinna powstać, że są sprawy, które powinny być realizowane niezależnie od wszelkich ruchów personalnych!

ż, podobno – tak mówił Konfucjusz – każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. I niby ten pierwszy krok został zrobiony – były już deklaracje premiera, są jakieś opracowania. Ale jak nie widać maszyn…

– …to nikt w budowę drogi nie wierzy! W inwestycje można uwierzyć dopiero wtedy, gdy zostanie wbita pierwsza łopata.

To dosyć ludzkie – uwierzyć dopiero, jak się zobaczy. Rok 2013 już właściwie widzieliśmy, więc można spokojnie pytać, jaki był. Trudny?

– Bardzo dobry! To był rok, w którym wiele udało się nam zrobić, i to w bardzo wielu sferach działania gminy. Przypomnę, że od tego roku mamy nowe przedszkole, dużo bardziej przyjazne naszym najmłodszym mieszkańcom, chodzi do niego już prawie setka dzieciaków, a w poprzednim przedszkolu było miejsce dla raptem pięćdziesięciorga maluchów. Czyli stuprocentowy przyrost liczby miejsc. To bardzo cenna i potrzebna naszej gminie inwestycja, która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Druga, bardzo istotna sprawa, to rozbudowa naszej kanalizacji w oparciu o pieniądze unijne. Ta inwestycje już dobija do mety, choć oczywiście w roku przyszłym będziemy realizowali kolejny etap kanalizacji w oparciu o pieniądze, które udało się nam zdobyć. I będziemy przygotowywali kolejne etapy tego zadania.

Trochę to trwa…

– Owszem, ale zakończymy prace przy tej inwestycji wtedy, gdy gmina będzie miała odpowiednią ilość pieniędzy. Oczywiście przygotowujemy się do kolejnego rozdania środków unijnych, bo z nich właśnie chcemy korzystać, kończąc budowę kanalizacji w naszej gminie.

Wywołał pan temat jak wilka z lasu… Oczywiście zaraz zapytam o plany na nowe rozdanie unijnych środków 2014-2020.

– Ten temat po prostu jest, nie trzeba go wywoływać, bo i tak się pojawi w każdej rozmowie o planach samorządu.

Tyle że choć mniej więcej wiemy, ile tych środków jest – czyli wiemy, że dużo – to nie bardzo wiemy, na co zostaną przeznaczone. Podobno na przykład na drogi będzie tylko jedna czwarta tych pieniędzy, jakie były w rozdaniu 2007-2013. Mówi się też, że nie będzie na małe programy, tylko na aglomeracje, na duże przedsięwzięcia ekologiczne.

– Tu nie ma co wróżyć z fusów, tylko trzeba pilnie słuchać ministerstw, które zajmują się podziałem tych środków, czyli Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju oraz Ministerstwa Rolnictwa, które będzie dysponentem Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich.

Czyli tego, który was najbardziej interesuje?

– Nas interesują wszystkie programy! Staramy się wykorzystać każdą możliwość realizacji naszych pomysłów. A wracając do dróg – pani minister Elżbieta Bieńkowska rzeczywiście zapowiedziała, że z programów, które są w dyspozycji ministerstwa, na pewno pieniędzy na drogi nie będzie, zresztą podobnie jak w poprzednim rozdaniu. Powiedzmy sobie szczerze, że temat „pieniądze na drogi w Regionalnym Programie Operacyjnym” najlepiej zostawić bez komentarza. A drogi to ogromny problem dla gmin, powiatów, które borykają się z bardzo starą infrastrukturą drogową bądź z brakiem infrastruktury w ogóle. Jakąś tam pomoc zapowiada Ministerstwo Rolnictwa, które zamierza w programach wspierać niektóre odcinki dróg, związane z centrami miejscowości. Czyli na tych samych co obecnie zasadach. Nam także w poprzedniej kadencji udało się taki kawałek drogi zrobić.

Pewnie będą środki z PROW…

– Nas najbardziej będą interesowały środki na wspomnianą kanalizację sanitarną i środki na infrastrukturę oświatową. Potrzebujemy nowoczesnych obiektów oświatowych, dziś bowiem borykamy się z wielkimi problemami, aby utrzymać starą substancję oświatową.

Mówi się, że jak się gdzieś dużo dzieci rodzi, to znak, iż to teren przyjazny i dobry do życia…

– I u nas tak jest, więc musimy rozbudowywać przedszkola i budować szkoły.

Ale z sięganiem po pieniądze unijne łatwo nie jest, choćby dlatego, że trzeba mieć środki własne. Wiele polskich samorządów będzie miało z tym problemy. Wisznia Mała też?

– Cały czas pracujemy nad tym, żeby nasze możliwości finansowe pozwoliły nam realizować założone plany – w tej chwili jeszcze mamy przecież możliwości korzystania z pieniędzy, które już zdobyliśmy. Musimy je skonsumować, między innymi w oparciu o wypuszczenie kolejnych serii obligacji komunalnych, pozwalających nam finansować duże zadania inwestycyjne. To wszystko oczywiście nie będzie proste. Bez konkretnych działań na rzecz dochodów gmin, bez ustawy, którą rząd powinien jak najszybciej samorządom zaproponować, nie bardzo widzę możliwość skorzystania z unijnych środków.

Brzmi to tajemniczo. Czy ma pan na myśli prefinansowanie inwestycji?

– Prefinansowanie to tylko jeden ze sposobów finansowania zadań, a przecież żeby cokolwiek zrobić, trzeba mieć własne pieniądze.

Jak więc skonsumować te ogromne środki, które znalazły się dla Polski w unijnym budżecie? Oblicza się, że aby te największe w dziejach pieniądze z UE dobrze spożytkować, samorządy muszą mieć 60 mld zł środków własnych. Skąd je wziąć?

– I to jest sprawa dla rządu! W dobie, w której stoimy przed tak wielkimi wyzwaniami, zapisy o zadłużaniu się i państwa, i samorządów nie przystają do rzeczywistości.

Do 15 listopada projekt budżetu gminy musi trafić do Regionalnej Izby Obrachunkowej. Tworzenie tego projektu kosztowało wiele gimnastyki?

– Byliśmy bardzo ambitni, tworząc budżet, i na przyszły rok będziemy realizowali znowu kilka inwestycji związanych z unijnymi pieniędzmi – wspominana już kilkakrotnie kanalizacja, budowa kolejnych dwóch świetlic… Wszystko za pieniądze unijne, czyli w systemie: „Wydaj! A potem czekaj cierpliwie, aż inwestycja zostanie rozliczona!”. To w sumie duże wyzwania – pogodzić wszystkie potrzeby, jakie są w gminie, z wyzwaniami, jakie sami sobie stworzyliśmy.

Przyszły rok to rok bardzo ważny dla samorządów – rok wyborów samorządowych. Większość włodarzy na razie ostrożnie nie deklaruje się, czy znowu w wyborcze szranki stanie. A pan?

– Cały czas działam i myślę w długiej perspektywie czasowej, bo przecież plany i projekty, które w gminie się podejmuje, wymagają takiej perspektywy. I mam nadzieję, że uda mi się zrealizować te pomysły i zadania, które obecnie prowadzimy.

To znaczy, że stanie pan do wyborów?

– To chyba naturalne. Skoro powiedziało się A, i zaczęło coś robić, trzeba to poddać pod ocenę społeczną…

I powiedzieć B, a nawet i C.

– To B i C zależy od wyborców. I od prawa, bowiem pojawiają się przecież plany ograniczenia liczby kadencji.

Nic dziwnego, bowiem są tacy, co przez wiele lat z zapałem rozwijają swoją gminę, ale i tacy, co osiedli na laurach.

– Jak ktoś osiadł na laurach, to znaczy, że to jego ostatnia kadencja.

Bo wyborcy przecież widzą, co się wokół nich dzieje i jak się gmina rozwija.

– Właśnie.

Rozmawiał Sławomir Grymin

Share