Wisznia Mała: Trzeba rozwijać się wszechstronnie

Rozmowa z Jakubem Bronowickim, wójtem gminy Wisznia Mała

– Dużo ciekawych spraw dzieje się w tym roku w samorządach. To przede wszystkim zmiany w oświacie, a teraz na tapecie są propozycje wprowadzenia kadencyjności dla włodarzy gmin. Mówi się o dwóch pięcioletnich kadencjach dla prezydentów, burmistrzów i wójtów. Jak się to panu podoba?

– Dla przyszłości samorządów wprowadzenie kadencyjności jest – moim zdaniem – pomysłem dobrym, jak najbardziej. To rozwiązania europejskie i sprawdzone.

– Ale słychać też o tym, że zmiany w prawie wyborczym i kadencyjność mają być wprowadzone już niebawem, przy następnych wyborach samorządowych w roku 2018, i że nowa ustawa ma działać wstecz. Oznacza to, że włodarze gmin, którzy zarządzali gminami przez co najmniej dwie kadencje nie będą mogli się ubiegać ponownie o te stanowiska. Dotyczy to również pana.

– Rzeczywiście, takie stanowisko jest, delikatnie mówiąc, zdumiewające, bowiem wszelkie działania podejmowane przez gminę przy uchwalaniu prawa miejscowego są kontrolowane przez służby prawne wojewody i w tym wypadku zasada lex retro non agit (prawo nie działa wstecz) jak najbardziej obowiązuje. Krótko mówiąc, my, samorządowcy, nie mamy prawa ustanawiać przepisów działających wstecz, a inni jak widać tak.

– Nie mówi się o wprowadzeniu kadencyjności dla radnych, a przecież to również samorządowcy.

– Tak naprawdę to trudno mi komentować te plany i najlepiej byłoby spytać pomysłodawców zmian. Dzisiaj nie wiadomo dobrze, o co chodzi i dlaczego chce się objąć kadencyjnością włodarzy gmin, a nie stosować jej wobec radnych. Takich pytań dotyczących zmian w prawie wyborczym pojawi się na pewno więcej.

– Ktoś kończy studia prawnicze, medyczne, ekonomiczne lub politechniczne. Czy, mając w perspektywie jedynie dziesięć lat pracy w samorządzie, zdecyduje się na tę robotę. Przecież po dziesięciu latach, gdy będzie chciał powrócić do wyuczonego zawodu, jego koleżanki i koledzy ze studiów już dawno porobią zawodowe kariery, a poza tym po takim czasie to, czego wyuczył się na uczelni, już dawno będzie nieaktualne. Dlatego uważam, że po wprowadzeniu kadencyjności, do samorządów zawita drugi sort absolwentów wyższych uczelni.

– Zapewne – po wprowadzeniu kadencyjności – niektórzy dobrze się zastanowią, czy wiązać swą zawodową karierę z lokalnymi samorządami. Przecież po dziesięciu latach trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa.

– Ale niektóre demokracje zachodnioeuropejskie uregulowały już te kwestie…

– …wprowadzając np. osłony socjalne dla odchodzących z pracy włodarzy gmin, którzy ustawowo nie mogą podejmować pracy na terenie zarządzanych wcześniej przez siebie gmin, w firmach, których lokalizacja i przyszłość często zależała od samorządów. Z drugiej strony, widzę już tych wszystkich szefów firm, którzy spieszą się do zatrudniania burmistrzów czy wójtów. Niestety, w życiu często tak bywa, że gdy od ciebie coś zależy, to wszyscy są wobec ciebie mili, ale gdy sytuacja się zmienia, to ludzie też traktują cię inaczej.

– Ja jednak uważam, że to wyborcy – mieszkańcy gmin – wiedzą najlepiej, kogo chcą na szefa samorządu, wiedzą, kto dobrze pracuje, kto szanuje ludzi i komu można zaufać.

– Od lat podkreślaliśmy to, że ustawa o samorządach, choć nieidealna, jest ustawą, która udała się nam najlepiej i wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się w innych obszarach naszego życia, aby utwierdzić się w tym przekonaniu.

– A co dzieje się na samorządowej tapecie w gminie Wisznia Mała?

– Dzieją się naprawdę ciekawe rzeczy. Ostatnio otworzyliśmy naszą „Galerię na zakręcie”. Jest to projekt realizowany przez nasz Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji, rozbudowaliśmy ten obiekt o dodatkową przestrzeń, w której możemy prezentować dzieła artystów, i to nie tylko pochodzących z terenu naszej gminy, ale także tych, którzy chcą do nas zajrzeć i wyeksponować swoje dzieła. Jest to projekt współfinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i cieszymy się z tego, że minister dostrzega potrzebę powstawania tego typu obiektów na wsi. Galeria jest jedynym takim obiektem na Dolnym Śląsku, a może i w całym kraju, ale mamy już odpowiedni dorobek, którym chcemy się pochwalić i jest to naturalna potrzeba rozwijającej się społeczności. Nie można żyć tylko samym chlebem, nie mniej ważna jest kultura i sztuka. Trzeba rozwijać się wszechstronnie.

– Co się dzieje z inwestycjami i z pozyskiwaniem funduszy z nowego unijnego programowania?

– Bardzo wolno rozstrzygają się konkursy i nabory, bowiem zmiana 27 rozporządzeń i wielu ustaw regulujących wydawanie pieniędzy nie wpłynęła na przyspieszenie działań. Niemniej jednak cieszy mnie niezmiernie, że powoli dochodzimy do podpisywania umów; później zaczniemy rozpisywać przetargi wyłaniające wykonawców zadań. To wszystko trwa, bowiem w Polsce nic nie może być uproszczone, a wręcz przeciwnie – jeśli coś można skomplikować, to będzie skomplikowane. Zatem przed naszym samorządem moc pracy, której nikt nigdy nie zobaczy.

– Czy wiadomo już na co otrzymacie środki finansowe?

– Na rozbudowę szkoły w Psarach i na modernizację oczyszczalni ścieków, budowę wodociągów i kanalizacji. Apetyty inwestycyjne mamy bardzo duże, a wszystko co robimy niezbędne jest do prawidłowego rozwoju naszej gminy.

– Zima zamroziła prace na trasie S5…

– …i to zamrożenie trwa dość długo, od okresu sprzed świąt ubiegłego roku, gdy przyszły temperatury ujemne. Skończyły się wtedy prace budowlane i to już trochę trwa.

– Co z waszymi protestami dotyczącymi ekranów dźwiękochłonnych? Czy tutaj także zima?

– Nawet mroźna, bowiem nie dotarły do nas żadne rozstrzygnięcia, choć minister miał podjąć decyzję co do naszego odwołania.

– To co, aby do wiosny?

– Mam nadzieję, że niedługo otrzymamy ministerialne rozstrzygnięcie, które będzie po naszej myśli. Argumenty mamy mocne, ale gdyby minister ich nie podzielił, to będziemy kontynuować udowadnianie naszych racji przed wojewódzkim sądem administracyjnym.

Rozmawiał Sławomir Grymin

Fot. Tomasz Miarecki

Share