Żmigród: Trzeba budować dobre prawo

Rozmowa z Robertem Lewandowskim, burmistrzem Żmigrodu

 

Wypracowaliśmy między sobą taką świecką tradycję, że współpracę naszą rozpoczynamy od numeru styczniowego „Gminy Polskiej”. Zatem na początku tego roku chciałbym zaproponować panu rozmowę o sprawach samorządowych, ale w kontekście szerszym, wychodzącym poza gminę Żmigród, choć również dotyczącym waszego samorządu i całej społeczności. Kiedyś, na początku polskiej samorządności, w samorządzie polityki było niewiele, dzisiaj sytuacja się zmieniła. Pewnie dlatego, że partie polityczne spostrzegły, iż swoją siłę warto budować właśnie w samorządach, gdzie Polska się rozwija, gdzie są miejsca pracy i można budować strefy wpływów. Co pan sądzi o planach wprowadzenia kadencyjności w samorządach?

– Jestem już trzecią kadencję burmistrzem i to, co powiem, może być teoretycznie nieobiektywne, ale sądzę, iż jeśli miałoby wejść w życie takie prawo, to niech obowiązuje wszystkich, począwszy od posłów i senatorów, a skończywszy na samorządowcach. Najważniejsze, aby budować dobre prawo, zatem jeśli politycy chcą wprowadzić kadencyjność, to warto, aby pomyśleli o osłonach socjalnych dla wójtów, burmistrzów i prezydentów. W starszych od polskiej demokracjach – a mamy kontakty z naszym niemieckim partnerem, miastem Bargteheide – kadencja burmistrza trwa sześć lat, a jeśli ktoś po dwóch kadencjach na przykład nie chce już być burmistrzem lub przegrywa wybory, otrzymuje takie zabezpieczenie socjalne. Włodarzenie gminą jest zupełnym wyłączeniem z życia zawodowego, do którego po kilkunastu latach wrócić – na pełne obroty – raczej nie można.

Na przykład ktoś jest prawnikiem, lekarzem lub inżynierem i jeśli wypadnie na kilkanaście lat ze swego zawodowego obiegu, to w jego fachu wszystko przez ten czas tak się zmieni, że musiałby zacząć od nowa.

– To się tyczy także mnie, bowiem jestem inżynierem budownictwa, miałem uprawnienia dotyczące samodzielnych funkcji i na przykład mogłem prowadzić – i prowadziłem – działalność gospodarczą. Ale dzisiaj, po kilkunastu latach, tego bym nie odrobił. Cóż, jeśli ktoś się sprawdza i ma społeczne zaufanie, to – moim zdaniem – wszystko jedno, czy jest posłem, senatorem, burmistrzem, czy prezydentem, powinien mieć szansę poddać się społecznemu osądowi i ubiegać się o stanowisko w demokratycznych wyborach. Ostatnie wybory samorządowe przyniosły dużo zmian, wielu włodarzy polskich gmin zostało zmienionych, i to bez wprowadzania kadencyjności. Mamy demokrację i niech ludzie sami decydują, a nie za nich politycy i nowe prawo.

Demokracja to przecież władza ludu i to ludzie najlepiej wiedzą, kto dobrze pracuje na ich rzecz i komu mogą zaufać. Dlaczego chce się mieszkańcom odbierać możliwość tego ważnego wyboru?

– Ponieważ partie polityczne prawnymi sztuczkami chcą budować i wzmacniać swoje pozycje.

Gdy wprowadzi się kadencyjność, to do samorządów, czyli miejsc, w których naprawdę rozwija się Polska, mogą przyjść ludzie nie tak dobrze wykształceni i nie tak dynamiczni – generalnie mówiąc, gorsi od dotychczasowych włodarzy.

– Słyszałem od niektórych – także polityków – że wprowadzenie kadencyjności będzie mobilizować ludzi do lepszej pracy, ale ja sądzę wręcz odwrotnie. Taki wójt lub burmistrz, rozpoczynający drugą kadencję, będzie miał tego świadomość. Pewnie spocznie na laurach, nie będzie robił zbyt wiele, poza szukaniem sobie nowej roboty. Zatem uważam, że to może być złe i niebezpieczne rozwiązanie.

W niedalekiej przyszłości ma być podwyższona kwota wolna od podatku. Z jednej strony to zrozumiałe, bowiem ludzie najmniej zamożni nie powinni chyba tych podatków płacić, z drugiej strony będą uszczuplane budżety gmin i warto by było te straty rekompensować z budżetu państwa.

– Też tak uważam, ponieważ nie można dzisiaj uszczuplać samorządowych budżetów, które są tak skonstruowane, że te dochody mniejsze lub większe po prostu istnieją. Jeśli pomniejszy się znacznie dochody samorządów, to w wielu gminach doprowadzi to do finansowej katastrofy. W przypadku gminy Żmigród mogłoby to być nawet 1,8 mln zł, a to dla nas olbrzymie pieniądze. Ponadto, jeśli rząd miałby wprowadzić takie rozwiązanie, to nie może zabierać komuś pieniędzy, aby dać komuś innemu. Powinno się te straty samorządom zrekompensować, a mechanizmy do osiągnięcia tego celu są różnego rodzaju. Jestem za tym, aby nie budować społecznego rozwarstwienia. Ludzie ubodzy powinni dysponować wystarczającymi środkami do godnego życia, ale nie można robić tego kosztem samorządów, ponieważ – paradoksalnie – cierpią na tym także ci mniej zamożni ludzie.

Przychodzi też czas wielu inwestycji związanych z nowym unijnym programowaniem i samorządy muszą mieć własne środki, aby pozyskiwać te zewnętrzne. Teraz uszczuplać finanse gmin jest sprawą bardzo ryzykowną.

– To – moim zdaniem – jest najgorszy okres do wprowadzenia tego typu rozwiązań, bowiem większość samorządów korzystała z grantów z byłej perspektywy unijnej, są zadłużone mniej lub więcej i dzisiaj ciężko im będzie wygospodarować pieniądze na udziały własne. Wprowadzenie dzisiaj podwyższenia do 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku grozi niewykorzystaniem unijnych grantów przez polskie gminy.

A to się może już nie powtórzyć.

– Tak, przed nami jest to szansa, którą Polska powinna wykorzystać i w wielu sferach możemy dobrze podgonić zachodnią Europę.

Rozmawiał Sławomir Grymin

Share